
Już minął ponad miesiąc od ostatniego zabiegu. Dziś mam kolejny.
Myślałem, że wiem co mnie czeka...
PRZED ZABIEGIEM
Przyszedłem godzinę wcześniej przed zabiegiem. Nałożono mi na twarz maść znieczulającą „emla”. Po ok. 30 min. czułem jej działanie, ale trochę inaczej niż poprzednim razem. Tak jakby twarz została znieczulona nierównomiernie.
Po godzinie zostałem poproszony do gabinetu.
ZABIEG
Twarz została oczyszczona i odkażona, a następnie rozpoczął się zabieg.
Zabieg przebiegał tak samo jak ostatnio, tylko moje odczucia były nieco inne – bardziej negatywne. Informowano mnie, gdzie będę czuł wiązki światła laserowego.
Pierwszy etap zabiegu już za mną ..., ale drugi „dał mi w kość”. Momentami wciskałem głowę w fotel licząc, że coś to pomoże. Jednak, mówiłem sobie, że skoro już się zdecydowałem, muszę wytrzymać!
Trzeci etap zabiegu nie był taki zły, ale byłem mocno zmęczony tym wszystkim.
Na słowo KONIEC – odetchnąłem z ulgą.
PO ZABIEGU
Ulgę przyniosły mi okłady nałożone zaraz po zabiegu, które chłodziły mi pulsującą twarz.
Parę minut odpoczynku i mogłem zobaczyć się w lustrze. Duże zaskoczenie, pomimo mocnego bólu, mało krwi i mało widocznych ran na twarzy. Twarz czerwona, ale wyglądała dużo lepiej niż ostatnio. Dostałem receptę na maść i sam o własnych siłach wróciłem do domu. Po powrocie lekko starłem małe plamki krwi i nałożyłem nową warstwę wazeliny. Czynność tą powtórzyłem kilka razy.
Wieczorem z ran zaczęło się sączyć osocze, które ścierałem na bieżąco, aby nie zrobiły mi się strupki. Wyłożyłem ręcznikami poduszkę i poszedłem spać.